Zdejm z głowy nakrycie i nisko schyl czoło
od głośnych powtrzymaj się gwarzeń –
wśród wieńców limb starych, splecionych z jemiołą
snem wiecznym śpią puszczy mocarze;
tu króle-jelenie potężne korony
ukute w świetności pokoleń
pokładły szeregiem wśród sal wydłużonym
zadumą zastygłą na czole.
tu łapy rozległe jak ślady olbrzyma
i oczy – stop bronzu i miedzi;
widziałeś lawinę? – ktoś w biegu ją wstrzymał
i zaklął w ogromy niedźwiedzie.
tam wzdłuż leżą szable najtęższych szermierzy –
srebrzyste się mienią głowice
niejeden myśliwy, co zbliska się zmierzył
nie zdradzi ich cięć tajemnicy…
jak tarcze herbowe na ścianach wysokich
poroża się kozłów pną dumnie –
tu niżej schyl głowę i scisz bardziej kroki;
jedyne to herby – nie w trumnie.
na zrąbku konara ptak rozpioł swe skrzydła
purpurą od brwi oczy płoną…
przystajesz i słyszysz w echowych mamidłach
jak pieśń gra miłości stęsknioną.
gdy wszystko już przejrzysz, przyjdź tutaj raz jeszcze
o zmierzchu samotnej godzinie,
wśród dziwu ich rozmów, w konarów szeleście
czas tak ci jak w kniei upłynie.
tu poznasz głusz dzieje i tajń ścieżek boru
łąk zmierzchy, księżyce, przedświty,
wschód słońca, zadumę jesiennych wieczorów,
mrok wirchów czekaniem spowity.
usłyszysz tu pieśni i zew puszcz miłosny
szał wichru nad debrą głęboką,
świst lotu jastrzębia gdy pada w dół ciosem
i szemrot górskiego potoku.
zrozumiesz tu cenę kniej życia wolnego
jak wolność kozaczą wśród stepu –
na chwilę zatrzymasz się w łowczym rozbiegu;
nie sięgniesz po życie na ślepo.
gdy w myśl tę się wżyjesz jak w wiersze pacierza,
powracaj z wystawy szczęśliwy;
bo choćbyś już nigdy nie miał razić zwierza,
zostaniesz na zawsze myśliwym !
Zbigniew Czarkowski
„ŁOWIEC” 1937, nr 14
pisownia oryginalna


